Puszczone hamulce

Podobno „in vino veritas”. Sporo w tym prawdy, szczególnie, że alkohol pozwala nieco zluzować obyczaje. Dodaje śmiałości, otwiera na zupełnie nowe doznania i powoduje, że zdarza się spełnić najdziksze wizje, o których bardzo często chcielibyśmy zapomnieć.

Ta „prawda” w każdym kolejnym kieliszku to nic innego, jak utrata kontroli. Bywa, że kończy się potężnym kacem i jeszcze większym niesmakiem, ale zdarza się, że konsekwencje „upojnego” wieczoru ciągną się latami, kładąc czarnym pasmem nad dalszym życiem.

 

Przekroczenie granic –  nazwijmy to normalności ma odzwierciedlenie w bijatykach, awanturach, irracjonalnym zachowaniu i przypadkowym seksie.  Wprost proporcjonalnie do wypijanego alkoholu skręcamy w ciemną stronę seksualnych fascynacji, na które nie pozwolilibyśmy sobie po trzeźwemu.

 

„Nie ma brzydkich, tylko alkoholu brak” można potraktować z przymrużeniem oka, ale z drugiej strony wtedy najczęściej dzieją się łóżkowe przygody. Równie często bez kontroli, weryfikacji, a przede wszystkim bez zabezpieczenia. Chwila uniesienia może sporo kosztować. Kończąc się w więzieniu z wyrokiem za gwałt na koncie i w laboratorium, gdzie w napięciu oczekujemy na wyniki badań. Nie tylko w kierunku popularnych chorób wenerycznych, które medycyna XXI wieku nauczyła się zwalczać.

 

Brak prezerwatywy podczas przypadkowego stosunku generuje możliwość zakażenia się wirusem HPV i HIV. Pierwszy stanowi ryzyko rozwoju raka szyjki macicy i jamy ustnej po stosunku oralnym. HIV przedstawiać  nie trzeba. Pomimo świadomości i akcji społecznych statystyki zachorowania rosną, ponieważ podświadomie wirus przypisywany jest narkomanom, bezdomnym i skrajnie upodlonym alkoholikom. Nic bardziej mylnego –  nosicielem może być miły pan w garniturze, czy ładna pani z biura, a postrzeganie przypadkowego seksu przez pryzmat takiej otoczki jest wielkim błędem za który zdarza się zapłacić najwyższą cenę.

 

Odrobinę uparliśmy się, że „mnie” to nie dotyczy. Wygodnie jest trzymać się przekonania powstałym w latach 90 – tych, że do zakażenia HIV najczęściej dochodzi w środowisku homoseksualistów. Aktualne badania całkowicie obalają tą teorię, jasno wskazując, że największe ryzyko ma miejsce podczas heteroseksualnych relacji bez zabezpieczenia. Dla wygody ulegliśmy przyjętym stereotypom czując się „niezniszczalni” z uwagi na preferencje seksualne i zachowanie elementarnej higieny. Zdaniem naukowców homoseksualiści są grupą wysokiej świadomości ryzyka zakażenia podobnie, jak prostytutki. Systematycznie poddają się badaniom, stosują zabezpieczenia w postaci prezerwatywy i nie ufają, że fizyczność jest gwarantem zdrowia.

 

Pamiętajmy, że uzależnienie jest chorobą emocji. Puszczone hamulce często stają się rekompensatą deficytów, jakich doznajemy w życiu. Towarzysząca temu utrata kontroli pozwala spełnić spaczone pomysły, które drzemią w podświadomości. Chory nie zastanawia się nad skutkami, wielokrotnie zupełnie nie pamięta incydentów. Nie widzi potrzeby cyklicznego wykonywania badań, wiec zdarza się, że dopiero w chwili trzeźwienia kubłem zimnej wody stają się wyniki. Zwalające z nóg i zabierające całkowicie sens leczenia.

 

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *