Pić to trzeba umić

Kończymy karnawał i wydawać się może że tradycją jest aby stało się to z przytupem. Kiedyś, w czasach niezmąconej powagą młodości flagowym hasłem było „ pijesz by paść”… w rytmach dobrych koncertów i harców w plenerze nikt nie zastanawiał się czemu ma to służyć.

Polak znany jest i z gościnności i z tego, że potrafi. Ileż to imprez zdarza się kończyć przed czasem? Na szybko, na umór, tak że buty spadają i fizjologia wymyka się spod kontroli. Czy Pan czy Pani pewnie rano z poczuciem wstydu zastanawiają się co to się porobiło i pewnie wstyd będzie ale po chwili społecznego śmiechu przechodzi się do porządku dziennego, często myśląc nawet o takich kozak, hardcorowiec, ta to ma rozmach i głowę!

Na piątek czekamy jak na zmiłowanie a każda okazja wydaje się najlepsza. Wesele, pogrzeb, urodziny cioci stanowią idealną podkładkę by poskładać się tak, że od stołu wstać w stanie nie jesteśmy. Twarzą w sałatce, z bielizną na wierzchu w objęciach bruneta co gdy trzeźwym okiem spojrzymy myślimy „ o matko”. Wstyd zjawia się wraz z nadejściem poranka i jakże często odbija się w oczach najbliższych. Męża, który widział nas w objęciach, siostry, mamy, towarzystwa. Poczucie, że coś z nami było nie tak znika szybko a my jeszcze prędzej odliczamy czas do kolejnej okazji bo jak inne przysłowie głosi „picie bez okazji to jest alkoholizm”.

Co tu jest normą, pewnie wielu się zastanawia. Inni myślą, że po co szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. Alkohol przecież jest dla ludzi. Można kupić w sklepie. Legalny, codzienny, nie to co narkotyki. Oczywiście, wszystko można jeśli picie nie sieje destrukcji i spustoszenia.

Czasem jednak dopada nas refleksja i chwila grozy. Mówimy sobie stop, basta, od dziś nie dotykam. Postanowienie trwa miesiąc, dwa, czasem dłużej a nas coś wewnętrznie rozdziera i nosi. Ile emocji dostarcza nam świadomość, że już za chwilę post się dla nas kończy a drink okaże się wspomaganiem do zabawy na całego. Ukojeniem po ciężkim dniu, bo kieliszek wina wypijany przed snem ma pewnie właściwości lecznicze. Szampan za pomyślność, piwo do meczu, 4 drinki bo to piątek. Jeśli dzieje się tak to mamy o czym rozmawiać. Problem alkoholowy to nie demonizowany stereotyp człowieka bez domu, pracy i zębów. Alkoholizm jest podstępną chorobą, dotyka nas bez względu na pozycję społeczną, dokonania zawodowe i stan konta. Przejmuje kontrolę nad naszym życiem i szybciej niż się spodziewamy wprowadzi do niego straty. To nie rodzima tradycja, nie przymus obyczajowy czy nakaz. To tak naprawdę nasza potrzeba sięgania po kieliszek bez kontroli, która prowadzi do upodlenia. Nikt z nas na trzeźwo nie zmieniałby obyczajów, nie zaburzał norm. I nie chciał się potem wstydzić. Można uciekać w niepamięć ale jeśli codzienność kręci się wokół alkoholu, jest on ważny i jego rola jest nie do przecenienia warto się zastanowić. Uczciwie spojrzeć w lustro i sięgnąć po pomoc.