O mojej pracy słów kilka

Czasem zderzam z opinią, że moja praca jest niebezpieczna. Uzależnieni bywają nieprzewidywalni i często w opinię o rozwoju ich choroby wkrada się dość mroczny stereotyp. Przecież ilu ludzi, tyle charakterów i historii, jakie spowodowały, że dostali się w sidła uzależnienia. Przecież to nie tak, że na widok osoby nazywanej alkoholikiem powinniśmy od razu wpadać w panikę, że gdy stracimy czujność to ukradnie nam portfel, aby mieć się za co napić.

 

Padają kolejne pytania o strach, o lęk przed tym, co może mnie spotkać w pracy. Bywa ubolewanie, że to, co robię, jest tak ciężką harówą, niczym orka na ugorze. Z klientem, jaki społeczeństwu wydaje się gorszy, a kontakt z nim powoduje głównie niesmak i wypalenie. Mało tego, sami klienci często się wstydzą i popadają w pułapkę stereotypu – czują się gorsi, boją się przyznać do choroby, nawet przed bliskimi.

 

Nic bardziej mylnego. Każdy z nas znalazł się w danym miejscu po coś. Ma swoje cele i pewnego rodzaju misję do wykonania. Witając w progu gabinetu człowieka, który prosi o pomoc w walce z uzależnieniem czuję zaszczyt i wielką przyjemność. Zaufanie, jakim mnie obdarza pozwala mi towarzyszyć mu w sporym kawałku życia. Praca nad pokonaniem kamieni i cierni powoduje, że przez pryzmat wielu historii, często pokręconych i tragicznych dostaję w darze szansę patrzenia na życie wieloma parami oczu. Ta nowa perspektywa powoduje, że jeszcze bardziej dojrzewam i głębiej pracuję nad sobą. Oboje wraz z pacjentem odrabiamy ważną lekcję. Wyciągamy wnioski i dążymy do zmiany, dzięki której pojawia się szansa, że staniemy się lepsi – oczywiście w swoim pojęciu, według własnych kryteriów i wartości.

 

 

Czy zdajecie sobie sprawę, że osoba uzależniona stanowi kwintesencję prawdy? Narkoman z wachlarzem zachowań przynależnych chorobie niczego nie udaje. Jest prawdziwy w swoim zaburzeniu. Pod wpływem rozmowy w trakcie terapii dostrzegam, jak zaczyna zmieniać się jego postrzeganie świata. Odkłada iluzoryczną lunetę i powoli dopasowuje buty zwykłego człowieka, stawiając czoła pierwszym przeszkodom. Pokonuje demony przeszłości stając się kimś nowym, a ja mam to szczęście, że mogę brać udział w procesie wielkiej zmiany. Podać rękę, a czasem nawet tak po prostu przez chwilę wspólnie pomilczeć. Na takie przeżycia nie ma ceny i jestem pewna, że trud i tę pozorną niewygodę rekompensuje mi historia, jaka zaczyna tworzyć się na moich oczach. Człowieka, który ma siłę, aby podnieść się z kolan.

 

Moja praca to nie przejście na drugą stronę mocy. Tu nie ma dobrych, czy złych, nikt nie przyzna nagrody, ani nikt nie usłyszy braw. Takie jest życie. To, co ma miejsce w gabinecie jest całkowitym oderwaniem się od siebie, swoich stereotypów i przyzwyczajeń. Dręczące mnie troski schodzą na dalszy plan i pozwalają na odpoczynek. Moja praca nie stanowi obciążenia, nigdy nie czułam, że mnie męczy. Móc towarzyszyć człowiekowi w jego zmianie jest najpiękniejszą rzeczą, jaką wzajemnie możemy sobie dać. Z drugiej strony nie zapominam, że biorę na siebie wiele sytuacji trudnych, dlatego staram się dbać o potrzebną mi równowagę. Wiedza, doświadczenie oraz superwizje pozwalają mi nad tym panować. Mogę powiedzieć, że jestem szczęściarą, której udało się zarabiać pieniądze w jedyny, słuszny dla siebie sposób. Robiąc to, co lubię i na czym się znam.

Tego Wam życzę.

 

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *