Nawroty w uzależnieniu

Szło dobrze. Były zakręty i trudne chwile, ale wydawać by się mogło, że najgorsze minęło. Mocne postanowienia, silna wola i determinacja, jakie powodowały, że słowo „nigdy” stało się kluczem do trzeźwienia. Czas płynął i coraz więcej rzeczy zaczynało cieszyć. Trzeźwe spojrzenie na wiele spraw pomagało układać przeszłość, która jeszcze miesiące temu przekreślała szansę na lepsze jutro. Życie stało się krainą mlekiem i miodem płynącą. Czujność osłabła, a sytuacje stanowiące zagrożenie bywały coraz bardziej trywializowane.  Wtedy wpadł w ręce jeden kieliszek. Jeden, jedyny.

 

Upaść można szybko, podnieść się z kolan wymaga długiego procesu. Choroba alkoholowa niestety nie jest, jak przeziębienie. Nie ma na nią kolorowej tabletki, która pozwoli odejść jej w zapomnienie. Mając za sobą detoks i odbywając terapię nie dostajemy zapewnienia, że do nałogu nigdy już nie wrócimy. Pierwsze dni i miesiące abstynencji są parabolą uczuć, emocji i sygnałów, które wysyła nasz organizm. Pokonując  odstawienie, fizycznie zaczynamy czuć się znacznie lepiej. Jednak, pomimo odbywanej terapii w sercu i głowie toczy się walka wypracowanych przez lata mechanizmów, z jakimi na trzeźwo każdego dnia musimy się zmagać.  Nie ma złotego środka, ani czarodziejskiej różdżki, które nas wyzwolą od bagażu, jaki nierozerwanie towarzyszy chorobie.

Złamanie abstynencji, określane, jako nawrót choroby to częsta sytuacja, która dotyka osobę uzależnioną. Kryzys poprzedza kilka sygnałów, które poznajemy w trakcie odbywanego leczenia. Najważniejsze, aby zdać sobie sprawę, co mówi do nas nasze ciało i głowa, po to aby spróbować zapanować nad przymusem picia.

 

Nawroty, bo tak popularnie określany jest ten stan rzeczy to najprościej mówiąc radykalne pogorszenie formy, które prowadzi do zapicia lub stwarza sytuację, w której jesteśmy o krok by sięgnąć po butelkę. Pozornie wszystko wydaje się normalne. Jedynie, co się zmieniło to samopoczucie, które staje się fatalne, a życie zaczyna przypominać funkcjonowanie we mgle. Otumanienie, słabe bodźce i brak chęci do życia są alarmem, jakiego nie powinniśmy bagatelizować. Wychwytując pierwsze sygnały mamy szansę przetrwać podejmując kroki, które zapobiegną rozwojowi choroby.

 

 

 

Suchy kac, nadmierne pocenie się, poczucie smaku i zapachu alkoholu, sny alkoholowe, trudności z zasypianiem, bezsenność, utrata apetytu, poczucie ciągłego niedosytu w jedzeniu, przemęczenie, osłabienie, bóle głowy i innych części ciała w połączeniu z rozdrażnieniem bez powodu, huśtawką nastrojów, irracjonalnymi lękami, zagubieniem, obojętnością i apatią, poczuciem bezradności, użalaniem się nad sobą, fantazjowaniem i myśleniem życzeniowym to nic innego, jak sygnały nawrotu choroby.

 

Przekładają się one na tryb życia, w którym wpadamy w pułapkę przepracowywania się, tracąc konstruktywną umiejętność planowania postępowania, zaniedbując zwyczaje panujące w domu, czy najchętniej uciekając w samotność. Odbija się to na relacjach z ludźmi, w których uzależniony szuka konfliktów, ma nieuzasadnione pretensje, irytując się bez powodu, odrzucając udzielaną pomoc. Z dnia na dzień staje się podejrzliwy z maniakalną wręcz obsesją narzucania trzeźwości innym.

 

Nawrót można pokonać, ale równie często zdarza się, że w tej bitwie wygrywa choroba. Należy pamiętać, że takie załamanie nie przekreśla sukcesu i powodzenia terapii, a jedynie każe wrócić do podstaw, po to, by zrozumieć siebie. Podobnie, jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, to przegrana walka nie przesądza losów wojny o trzeźwość i prawdziwie odzyskanego siebie.

 

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *