Dzienniczek, w którym nie ma ocen

Każdy z Was ma obowiązek założyć dzienniczek – zaczynający terapię, takie słowa przyjmują ze zdumieniem. Często z uśmiechem, uważając dzienniczek uczuć za jakąś kompletną głupotę i wymysł terapeuty, który chyba nie traktuje ich poważnie.

Nic bardziej mylnego. Przyjmowany bez entuzjazmu dzienniczek uczuć ma naprawdę mało wspólnego ze szkołą. Nie służy zdobywaniu ocen i nie jest sposobem na zabicie czasu podczas terapii. Uzależnienie jest chorobą uczuć, dlatego te powinny podlegać szczegółowej i bezwzględnej weryfikacji. Notowanie tego, co się z nami dzieje pomaga przede wszystkim określić poziom emocji, które nami rządzą. Zobaczyć pewne procesy i mechanizmy wpisane w uzależnienie. Przelanie na papier pozwala samodzielnie ocenić i zdystansować się wobec sytuacji, która mogłaby okazać się dla nas niekorzystna.

 

Dzienniczek uczuć to nic innego, jak autodiagnoza. W początku leczenia każdy dzień bywa, jak jeż. Ilość kolców powoduje, że najchętniej schowalibyśmy się do dziury. Bezpiecznej i jedynej, jaka na chwilę dawała nam ulgę, sięgając po kieliszek, czy kolejną działkę. Uczucia pisane własnoręcznie słowo po słowie niosą sporą ulgę. Pozwalają na dystans i dają chwilę na zastanowienie, którą ze ścieżek będzie nam korzystniej pójść. Stanowią niewidzialny szlaban, jaki niejednego uchronił od nawrotu.

 

 

Pierwsza strona jest najtrudniejsza. Wymaga przełamania oporu przed konfrontacją z samym sobą. Zmusza do konsekwencji i systematyczności, które bywają problematyczne dla uzależnionych. Tak naprawdę nie jest miejscem na długie i porywające opowiadania – moim klientom doradzam, aby skupili się na opisie 3 emocji przyjemnych i 3 trudnych z danego dnia. Trzymając się schematu: sytuacja – emocja, która wystąpiła na skutek tej sytuacji. Nabierając doświadczenia dodajemy rekcje ciała.

 

W dzienniczku jest złość, są nerwy, rozgoryczenie, płacz, złe samopoczucie. Bywa radość i euforia. Uczucia przelane na papier pozwalają spojrzeć na nasz dzień bez iluzji i tworzenia otoczki, po to, aby się usprawiedliwić. Dostajemy szansę, aby przez chwilę pospierać się sami ze sobą, pomyśleć, zmieniając to, co niekorzystne i bolesne w całkiem przyjemną stronę życia.

 

Zdarza się, że rodzinny dom nie nauczył nas rozpoznawania uczuć i emocji. Te były zagłuszane przez najbliższych słowami : „ nie płacz, nic się nie stało”. Nie mając kontaktu z naszym ciałem, nie mogli wiedzieć, co nam ono podpowiada, a my wypierając wiele spraw przestaliśmy zauważać silne sygnały. Dlatego dzienniczek to przede wszystkim cenna lekcja rozpoznawania uczuć, nazywania emocji, w efekcie których zaczynamy uczyć się mówić o nich i je przeżywać.

 

W dzienniczku wolno nam wszystko.  Te myśli zebrane są znacznie lepsze, niż konsekwencje, jakie musielibyśmy ponieść na fali emocji. Każda kartka to my. Nasze słabości i zachwiania. Nasze człowieczeństwo, marzenia i wielkie nadzieje. Prawdziwe życie pełne różnych barw.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *