Póki terapia nas nie rozłączy

„Współuzależnioną jest osoba, która pozwala na to, by zachowanie innej osoby oddziaływało na nią ujemnie, a jednocześnie obsesyjnie kontroluje zachowanie tej drugiej osoby” – przekonuje Melody Beattie, powracająca do zdrowia narkomanka i alkoholiczka, autorka książki „Koniec współuzależnienia” Zobacz więcej

Dzienniczek, w którym nie ma ocen

Każdy z Was ma obowiązek założyć dzienniczek – zaczynający terapię, takie słowa przyjmują ze zdumieniem. Często z uśmiechem, uważając dzienniczek uczuć za jakąś kompletną głupotę i wymysł terapeuty, który chyba nie traktuje ich poważnie. Zobacz więcej

Nawroty w uzależnieniu

Szło dobrze. Były zakręty i trudne chwile, ale wydawać by się mogło, że najgorsze minęło. Mocne postanowienia, silna wola i determinacja, jakie powodowały, że słowo „nigdy” stało się kluczem do trzeźwienia. Czas płynął i coraz więcej rzeczy zaczynało cieszyć. Trzeźwe spojrzenie na wiele spraw pomagało układać przeszłość, która jeszcze miesiące temu przekreślała szansę na lepsze jutro. Życie stało się krainą mlekiem i miodem płynącą. Czujność osłabła, a sytuacje stanowiące zagrożenie bywały coraz bardziej trywializowane.  Wtedy wpadł w ręce jeden kieliszek. Jeden, jedyny. Zobacz więcej

O mojej pracy słów kilka

Czasem zderzam z opinią, że moja praca jest niebezpieczna. Uzależnieni bywają nieprzewidywalni i często w opinię o rozwoju ich choroby wkrada się dość mroczny stereotyp. Przecież ilu ludzi, tyle charakterów i historii, jakie spowodowały, że dostali się w sidła uzależnienia. Przecież to nie tak, że na widok osoby nazywanej alkoholikiem powinniśmy od razu wpadać w panikę, że gdy stracimy czujność to ukradnie nam portfel, aby mieć się za co napić. Zobacz więcej

Strach przed brzydotą

Tak się składa, że żyjemy w pięknych czasach. Nie mam tu na myśli cudów natury, kunsztu sztuki współczesnej i wyjątkowości otaczającej nas etyki. Piękno, o którym myślę to my. Otoczeni, a właściwie osaczeni przez kult wyglądu zaczynamy wpadać w pułapkę urody. Ładna buzia to sukces, za którym idą spełnione oczekiwania, perspektywa wysokich zarobków i dobrego życia. Przecież o to chodzi, aby działo się wygodnie, dostatnio, bez zamartwiania o codzienny byt. Zobacz więcej

Pierwsza komunia czy to faktycznie święto dziecka?

Sezon na pierwsze komunie rozpoczął się na dobre. Wielu z nas żyje przygotowaniami do ważnego wydarzenia w życiu naszych dzieci. Komunia to święto dla całej rodziny –  zjeżdżają się ci, których na co dzień nie mamy sposobności oglądać. Zobacz więcej

Dlaczego robię to, co robię i bardzo to kocham?

„Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu.” – Konfucjusz

Dawno, dawno temu wymyśliłam sobie pomaganie. Koleje losu i ostre zakręty, czasem jazda bez trzymanki powodowały, że każdego dnia jeszcze bardziej umacniałam się w tym co chcę robić. Moja praca to moja misja i niepotrzebne mi fanfary aby nawet wieczorem padając na twarz czuć satysfakcję. Mój gabinet jest miejscem gdzie zderzają się czarna i biała magia. Może niedowiarków i sceptyków nie przekonam ale spróbujcie sobie wyobrazić choć ułamek mojej pracy. Każdy, kto do mnie trafia przychodzi z czymś. Na ogół nie są to najwspanialsze wieści na świecie tylko splot okoliczności przez który człowiek czuje, że upadł. Padłeś, to powstań przecież najłatwiej powiedzieć ale na reklamowych trywach nie da się odbudować świata.

Wyobraźcie sobie sytuację. Ostatnia wieczorna sesja i para, która trafia do mnie w ciszy i z wyczuwalną niechęcią do siebie. Zmęczenie materiału, borykanie się z problemem uzależnienia powodują, że na pierwszy rzut oka nie ma tu już nic. Może jedynie zdrowy rozsądek, czy obawa przed samotnością. W trakcie spotkania zaczyna mówić ona, po chwili do rozmowy dołączył on i zaczynają dziać się czary. Pojawia się energia, której wymiana powoduje, że nie tylko oni wychodzą uśmiechnięci. Ja odczuwam przypływ mocy, zadowolenia i ogromnej satysfakcji z tego co robię, z tego co się przede chwilą wydarzyło. Przecież terapeuta też jest człowiekiem i zdarza mu się, czuć zmęczenie, jednak ten energetyczny kopniak powoduje nowe ładunki siły, wzruszenia i zadowolenia z wymierności moich działań.

Po drugiej stronie lustra jest ktoś taki jak ja. Największą nagrodą jest gdy czas poświęcony klientowi pozwoli mu zobaczyć historię, jak z rozedrganego, sponiewieranego problemami podnosi się człowiek bez obaw patrząc w to co los za chwilę mu przyniesie. Gdy usłyszy : – nigdy z nikim o takich rzeczach nie rozmawiałem, to tak bardzo pomogło to czuje, że obrana droga zawodowa jest tym co mam w sercu. Chęć słuchania i wsparcia to jednocześnie oderwanie od własnego życia. Od kłopotów, codzienności, stresu, zmęczenia i przemyśleń. Być w służbie dla innych jest wspaniałym doświadczeniem i najpiękniejszą rzeczą, jaką można oddać drugiemu człowiekowi. Za nic i bez jakiegokolwiek ale.

Pić to trzeba umić

Kończymy karnawał i wydawać się może że tradycją jest aby stało się to z przytupem. Kiedyś, w czasach niezmąconej powagą młodości flagowym hasłem było „ pijesz by paść”… w rytmach dobrych koncertów i harców w plenerze nikt nie zastanawiał się czemu ma to służyć.

Polak znany jest i z gościnności i z tego, że potrafi. Ileż to imprez zdarza się kończyć przed czasem? Na szybko, na umór, tak że buty spadają i fizjologia wymyka się spod kontroli. Czy Pan czy Pani pewnie rano z poczuciem wstydu zastanawiają się co to się porobiło i pewnie wstyd będzie ale po chwili społecznego śmiechu przechodzi się do porządku dziennego, często myśląc nawet o takich kozak, hardcorowiec, ta to ma rozmach i głowę!

Na piątek czekamy jak na zmiłowanie a każda okazja wydaje się najlepsza. Wesele, pogrzeb, urodziny cioci stanowią idealną podkładkę by poskładać się tak, że od stołu wstać w stanie nie jesteśmy. Twarzą w sałatce, z bielizną na wierzchu w objęciach bruneta co gdy trzeźwym okiem spojrzymy myślimy „ o matko”. Wstyd zjawia się wraz z nadejściem poranka i jakże często odbija się w oczach najbliższych. Męża, który widział nas w objęciach, siostry, mamy, towarzystwa. Poczucie, że coś z nami było nie tak znika szybko a my jeszcze prędzej odliczamy czas do kolejnej okazji bo jak inne przysłowie głosi „picie bez okazji to jest alkoholizm”.

Co tu jest normą, pewnie wielu się zastanawia. Inni myślą, że po co szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. Alkohol przecież jest dla ludzi. Można kupić w sklepie. Legalny, codzienny, nie to co narkotyki. Oczywiście, wszystko można jeśli picie nie sieje destrukcji i spustoszenia.

Czasem jednak dopada nas refleksja i chwila grozy. Mówimy sobie stop, basta, od dziś nie dotykam. Postanowienie trwa miesiąc, dwa, czasem dłużej a nas coś wewnętrznie rozdziera i nosi. Ile emocji dostarcza nam świadomość, że już za chwilę post się dla nas kończy a drink okaże się wspomaganiem do zabawy na całego. Ukojeniem po ciężkim dniu, bo kieliszek wina wypijany przed snem ma pewnie właściwości lecznicze. Szampan za pomyślność, piwo do meczu, 4 drinki bo to piątek. Jeśli dzieje się tak to mamy o czym rozmawiać. Problem alkoholowy to nie demonizowany stereotyp człowieka bez domu, pracy i zębów. Alkoholizm jest podstępną chorobą, dotyka nas bez względu na pozycję społeczną, dokonania zawodowe i stan konta. Przejmuje kontrolę nad naszym życiem i szybciej niż się spodziewamy wprowadzi do niego straty. To nie rodzima tradycja, nie przymus obyczajowy czy nakaz. To tak naprawdę nasza potrzeba sięgania po kieliszek bez kontroli, która prowadzi do upodlenia. Nikt z nas na trzeźwo nie zmieniałby obyczajów, nie zaburzał norm. I nie chciał się potem wstydzić. Można uciekać w niepamięć ale jeśli codzienność kręci się wokół alkoholu, jest on ważny i jego rola jest nie do przecenienia warto się zastanowić. Uczciwie spojrzeć w lustro i sięgnąć po pomoc.

Poczucie wartości pod kontrolą

Często nasza droga do spełniania marzeń wydaje się niemożliwa. Hamują nas pojawiające się trudności, brak natychmiastowych efektów i co najważniejsze problem z poczuciem własnej wartości.

Zaciekawił mnie przypadek kobiety prawie 40 letniej, o ustabilizowanej pozycji zawodowej i sytuacji rodzinnej. Z tego co dzieje się w jej życiu jest zadowolona ale sen z powiek spędza jej uprawiany amatorsko sport. Marzą jej się zwycięstwa, półka z pucharami i nagłówki w gazetach – oczywiście to wersja odrobinę przerysowana, natomiast faktem jest, że chciałaby się cieszyć podejmowaną rywalizacją ale coś ją ciągle blokuje. Myśli o sobie w dość negatywny sposób. Dyskredytuje się wiekiem, umiejętnościami, odczuwa że może wydawać się w tym co robi śmieszna dla profesjonalistów i choćby jak mówi klasyk chciała to boi się.

Pierwszy krok w coachingu to od próba wzajemnego poznania się. Stworzenie relacji, która oparta będzie na zaufaniu w atmosferze akceptacji i poczuciu całkowitego skupienia coacha na tym co klientka opowiada. Jest to ogromnie ważne w procesie treningu ponieważ jedynie poczucie pewności i komfortu pozwala nam mówić o swoich barierach. Równocześnie odkrywamy zasoby i potencjał, które tworzą przestrzeń do takiego samopoczucia dzięki czemu zaczynamy widzieć obszary, które nas blokują w realizacji celów.

Mając ustalony cel naszym zadaniem jest praca nad jego realizacją i wdrożeniem go w życie. W przypadku opisywanej 40- latki powstały zdania: – jak zacząć lepiej trenować, – jaki miałby być mój pierwszy sukces jeździecki, – co muszę zrobić aby ten sukces osiągnąć, – jaki ma być kolejny sukces o którym marzę.

Praca nad budowaniem własnej wartości jest procesem, który dzieje się w czasie. Przede wszystkim potrzebne są nowe doświadczenia, które zmienią sposób myślenia o sobie – tu coaching sprawdza się doskonale ponieważ jest skoncentrowany na przyszłości, na zasobach ludzkich, pomagając wydobyć z człowieka odpowiedź na pytanie na które dotąd nie znał odpowiedzi.

Wysoki poziom determinacji pozwolił już po 2 – 3 sesjach zauważyć swoje sukcesy, którymi zaczęła się cieszyć. Zaobserwowała poprawę swojego życia i co najważniejsze to sposobu myślenia o sobie. Wspólna praca pozwoliła sięgać jej po sukcesy, które doceniane przez nią stały się inspiracją kolejnych ważnych dla niej działań.